Zwierzęta

Z Pamiętnika Behawiorysty: Maciuś ignorant!

Maciek był zdenerwowany. Ta kobieta sama nie wiedziała czego chce. Zmieniała zdanie co chwila, a jej emocje sięgały zenitu. Potrafiła nie zwracać na niego uwagi cały dzień, a nagle wybuchała z jakimiś pretensjami. Czepiała się, że skarpetki rozrzucone, albo spodnie są nie tam gdzie położyła. Potrafiła gadać godzinami przez komórkę. Także na spacerze plotkowała z przyjaciółkami cały czas, idąc koło mnie. – Po prostu wtedy nie istniałem – wyznaje Maciuś. – I nagle jakby się obudziła, szarpała smycz, wkurzała się, przypominając sobie o mnie, gdy akurat ciągnąłem do ciekawie pachnącego krzaczka. Bo wiecie, spacer dla każdego psa to rodzaj oglądania facebooka. Informacje zapachowe, które Wy ludzie nie potraficie odczytać, są niemal wszędzie. I właśnie czytałem wpis takiej jednej ładniutkiej jamniczki o wczorajszej kolacji a tu ta moja kobieta nagle się obudziła i się drze na całe osiedle. Nagle jej zaczęło przeszkadzać, że ciągnę w stronę krzaczka. To udaję idiotę, bo już mam dość i naprawdę nie wiem o co jej chodzi.

Z pamiętnika Behawiorysty: Napalony Zbigniew

Z tym Zbyniem to zawsze kłopot był. Odkąd pamięć sięga to każda nowa dziewczyna, która pojawiała się w domu, była przez Zbysia napastowana. Zwłaszcza wiosną, gdy na gałązkach pojawiały się pierwsze pąki, w Zbyniu też żywiej krążyły płyny. Wystarczyło, że sąsiadka zajrzała do ogrodu, by zamienić kilka słów i przynieść kilka plotek, a już Zbynio stawał naprężony przy płocie, wciągał brzuch i prezentował swoje walory.

Lucek gwiazdor

Ach jaki ten Lucjan miał głos! Jego śpiew słychać było nie tylko w całym bloku, ale też na całym osiedlu. Wszyscy go podziwiali. Jak śpiewał, to znaczy – Kowalskich nie ma w domu. I na próżno było walić tłuczkiem w rury, by uciszyć śpiewaka. Ten mistrz po prostu był głuchy na wszelką krytykę.

Z Pamiętnika Behawiorysty: Pani kierownik

Pewnego dnia naburmuszona nieco pani kierownik siadła ciężko na kanapie, wzdychając głęboko i wzniosła oczy ku niebu. Dziś nie był łatwy dzień. Już taka była, że nie lubiła zmian. Codziennie wstawała o tej samej porze, jadła to samo śniadanie i zaraz po porannej toalecie biegała w pracy do upadłego. W przerwie oczy same się zamykały i nierzadko zdarzało jej się nawet drzemać. Potem znów posiłek, bieganina i tak aż do kolacji. Wieczory były niezwykle miłe. Przytulna kanapa, film w telepatrzydle, krzepiący sen. I tak codziennie. Te rytuały były dla niej ważne, a wszelkie odstępstwa traktowała z niezwykłą surowością.

Z Pamiętnika Behawiorysty. Wioskowy Romeo

Dzisiejsza opowieść będzie o przystojnym i niezwykle przedsiębiorczym psim amancie. Romeo lat dwa, z błyszczącym futerkiem i zakręconym ogonkiem, mieszkał sobie w pewnej wioseczce, miał swoją budę, miskę i bardzo zajętą panią właścicielkę. Piesek ten nie był doceniany w świecie człowieka z powodu braku rodowodu, a także nieco zaniedbanego wyglądu. Łeb teriera, łapy jamnika, ogon yorka, charakter malinosa – było to niezwykłe puzlle, ale w jego żyłach płynęła gorąca krew.

Zobacz również